Czytając tą książkę zanurzasz się w najgorsze ludzkie przywary i doznajesz realnej degrengolady społecznej… I to tak dosłownie, że momentami robi ci się absolutnie nieprzyjemnie i to w tej książce jest właśnie najwspanialsze, że nie biegnie obok ciebie jako treść, a wchodzi w twoją głowę z całą mocą.
Kontekst historyczno-kulturowy
Małe, zapomniane przez boga prowincjonalne miasteczko gdzieś w Kalabrii w latach 30-tych poprzedniego wieku. Wyraźny podział na ludzi wykształconych i chłopów, ciemnota, kobiety podobno robiące eliksiry i pogarda wobec niewykształconych przez tych, którzy niby są lepiej sytuowani, ale nadal nie wiele mądrzejsi niż niewykształcony chłop. Stosunki feudalne w formie. A im więcej postaci poznajemy, tym robi się mniej i mniej komfortowo. I wszystko podobno, wedle pomówień i uprzedzeń wyższej i bogatszej warstwy mieszkańców tego miejsca.
W ogóle uprzedzenia panujące w mieście działają w dwie strony, ponieważ z kolei niewykształceni mieszkańcy, ci najbiedniejsi, wolą umrzeć niż pozwolić na leczenie lokalnym aptekarkom czy dwóm lekarzom, którzy faktycznie nie mają żadnej wiedzy niezbędnej do prowadzenia skutecznej terapii. Dlatego też są tak otwarci na nieznanego przybysza znikąd, który jest de facto więźniem, ale nosi tytuł doktora i mają nadzieję, że on ma absolutnie potrzebne w miasteczku umiejętności.


Prawda konta ułuda
Jedyny doktor Carlo Levi pozostaje przy zdrowych zmysłach. I dobrze, bo opowiada nam realia życia na zesłaniu.
W teorii powieść obyczajowa, w praktyce wspomnienia, pamiętnik i reportaż w jednym. Realia świata, który miał miejsce prawie 100 lat temu. Wspaniałe opisy, do których zdolni są wyłącznie Włosi, pozwalają oczami wyobraźni zobaczyć każdy element beznadziei egzystencji każdego z mieszkańców miasteczka, bez względu na to, czy był bogaty, czy biedny.
I jedyne co się trzyma mocno w tej mieścinie, to szalet. Tak, szalet. Według mnie to jest genialna metafora stanu rozkładu społeczności. Jednak nie służy on do wykonywania typowych dla tego miejsca czynności, o nie. Mieszkają tam świnie a mali chłopcy mają tam swoją bazę.