Czy na pewno Polacy nie czytają?
W Polsce mamy w zasadzie tylko dwie ważne imprezy książkowe w roku, jeśli chodzi o targi. Wiosenne w Warszawie na PGE Stadion Narodowy i w EXPO Kraków jesienią. Co prawda, inne targi próbują i wychodzi im to nawet sympatycznie (Gdańsk we wrześniu), ale największe i najważniejsze odbywają się od lat właśnie w Krakowie i w Warszawie.
Pogadajmy o statystykach
Krakowskie targi w zeszły weekend odwiedziło 58150 osób, książki podpisywało ponad 1000 autorów, wystawców było przeszło 500 a wydarzeń w trakcie czterech dni ponad 1200. Prawdę powiedziawszy, dało się zauważyć. Ponadto ogromny szacunek dla Grupy Orlen za nawadnianie wszystkich darmową wodą (wzmianka niesponsorowana).
Targi targi i po targach, czyli co poszło świetnie a co fatalnie
Niezmiennie mapy nie pomagają, w godzinach „szczytu” przebicie się przez hale graniczyło z cudem a mapa bez opcji przybliżenia, niestety, nie zawsze ułatwiała odnalezienie małego stoiska, ale techniczne rzeczy nie zawsze da się ogarnąć i już. Tak samo z zasięgiem, skontaktowanie się z kimkolwiek w hali jest niemożliwe i tutaj jednak na miejscu organizatorów polecałabym powalczyć, tak samo z widocznością wyjść ewakuacyjnych… Natomiast cała reszta, cudo. Targi, które wiedzą na czym polega promocja kultury i nie tylko. Rozmach w mediach (Radio Czwórka), wewnętrzne działania social media trafiające nie tylko do najmłodszych, brawo, w końcu ktoś wie, jak to robić.
Bardzo podobała mi się organizacja sceny i ilość miejsc wokół, nie zauważyłam nawet w sobotę, żeby ktokolwiek miał trudność ze znalezieniem miejsca siedzącego.

Wystawcy i zakupy
Brawo dla większości wystawców za dużo lepsze ceny niż półkowe, a reszta, która liczyła na obłowienie się w cenach okładkowych na targach książki, życzymy nadepnięcia bosą nogą na klocek Lego, ponieważ z założenia od lat, tego typu imprezy są przede wszystkim dla czytelnika, nie dla zwiększania obrotów nagle i cudem w jeden weekend, raz na pół roku i mojego zdania nie zmieni nic. Ponadto, mały minus za nazwanie targów międzynarodowymi. Zagranicznych wystawców było tyle co kot napłakał i naprawdę, warto byłoby porozmawiać z wydawnictwami spoza Polski na przyszły rok… Mały disclaimer, to nie jest pierwszy rok, kiedy wydawnictw spoza Polski w zasadzie nie widuję, a szkoda, bardzo wielu czytelników chętnie kupiłoby kilka anglojęzycznych, niemieckojęzycznych, czy w wypadku Małopolski, czeskojęzycznych tytułów. A może co ja wiem, nigdy targów nie organizowałam…

Podsumowując
Tego typu imprezy muszą mieć miejsce i mam cichą nadzieję, że rok do roku będą coraz popularniejsze, ponieważ chodząc po halach i widząc ogrom młodych ludzi pędzących na spotkanie ze swoimi ulubionymi autorami z książkami w ręku, robiących sobie tam zdjęcia, kręcących tiktoki i reelsy, byłam zdecydowanie w siódmym niebie. Nie pozwólmy, żeby jedno z najtańszych i najbardziej rozwijających hobby, jakie człowiek wymyślił, zanikało. Promujmy czytelnictwo i pozwalajmy ludziom czytać, to co lubią najbardziej, byleby czytali.
Do zobaczenia, mam nadzieję, za rok!