W powrotach do klasyki uwielbiam to, że okazują się większym przeżyciem niż pierwsza lektura. Do „Frankensteina” Mary Shelley wróciłem po pięciu latach i odkryłem tę powieść na nowo – uważniej, dojrzalej i jeszcze bardziej boleśnie przekonując się, jak bardzo jest potrzebna również dzisiaj.
„Frankenstein” Mary Shelley – początki science fiction i klasyka grozy
„Frankenstein” Mary Shelley wyrasta z fascynacji nauką przełomu XVIII i XIX wieku – eksperymentami z elektrycznością, galwanizmem i możliwością ożywiania materii. Nic więc dziwnego, że powieść Shelley bywa uznawana za prekursorkę science fiction, choć dziś przede wszystkim pozostaje kanoniczną powieścią grozy.
Przeczytaj również: Frankenstein – książka a najnowsza adaptacja filmowa
Jej głównym tematem jest oczywiście moralne prawo człowieka do stawania się stwórcą i odpowiedzialność za własne dzieło. Ale moim zdaniem fenomen tej książki tkwi gdzie indziej. Mary Shelley wcale nie napisała historii o potworze. Napisała historię o potworności ludzkiej ambicji.
Victor Frankenstein – ambicja, pycha i odpowiedzialność za własne dzieło
Victor Frankenstein chce odkryć niemożliwe, dotknąć boskiej iskry, stać się kimś więcej niż człowiekiem. Kiedy jednak mu się to udaje, nie potrafi unieść konsekwencji własnego sukcesu. I właśnie tutaj powieść okazuje się zaskakująco współczesna.

Mary Shelley pokazuje, jak pycha, odrzucenie, samotność i powierzchowne ocenianie mogą niszczyć człowieka. Przeciwstawia wielkie ambicje spokojnemu życiu blisko natury i przypomina, że przekraczanie kolejnych granic bez odpowiedzialności może prowadzić wyłącznie do tragedii.
„Frankenstein” Mary Shelley – potwór bardziej ludzki od swojego twórcy
Najbardziej przerażające jest jednak to, że pod koniec powieści większą przemianę przechodzi nie Victor, lecz jego stworzenie. Bestia zaczyna rozumieć ciężar własnych czynów, podczas gdy jej twórca do końca trwa przy swoich racjach.
Dlatego „Frankenstein” Mary Shelley pozostaje dla mnie przede wszystkim ostrzeżeniem przed ludzką pychą i ambicją oraz światem, który chce tworzyć więcej i szybciej, ale nie jest gotowy zapłacić za to ceny.