„His Obsession” i „His Addiction” – kiedy książka staje się przedmiotem booktokowej dramy

W literaturze występują książki wybitne, świetne, przeciętne, mierne oraz nadające się wyłącznie na podpałkę. Co jednak zrobić, kiedy autorka wyda dwie pozycje idealne jedynie jako rozpałka do ogniska, zostanie o tym poinformowana przez odbiorców, nie przyjmie tego do wiadomości i w ramach odwetu za domniemaną zniewagę, czyli negatywne opinie czytelnicze publikowane na wszelkich forach i mediach społecznościowych, postanowi czytelniczki i czytelników straszyć prokuraturą?

Booktokowa drama wokół „His Obsession” i „His Addiction”

Zainteresowana fenomenem tej booktokowej dramy postanowiłam nie tylko zgłębić racje obu stron, ale też zapoznać się z obiema częściami serii spod pióra szanownej carycy Katarzyny. Nie wiem teraz, czy próbując wysłać rachunek za terapię niezbędną po tym jak przebrnęłam przez lekturę, nie otrzymam wezwania do „płokułatuły”? Jednakże przejdźmy do meritum, nie po to prowadziłam badania, żeby teraz nie podzielić się wnioskami z szanownym gronem czytelników.

„His Obsession” – pierwsza część serii

Jako osoba, która jest z wykształcenia filologiem, pozwolę sobie rościć prawo do oceny rzeczonych dzieł. Tak uprzedzam, ponieważ autorka uważa, że tylko wykształcenie filologa pozwala na działania z zakresu krytyki i oceny lektur. Mam też chyba stosowny wiek, 4 z przodu jest już kategorią statecznej matrony.

„His Obsession” oraz „His Addiction” zostało wydane własnym sumptem, zakładam więc, że niezbędnym było, aby autorka założyła własne wydawnictwo, ponieważ nawet najbardziej niewybredne firmy wydające tytuły na rynku polskim nie zdecydowały się podjąć wydrukowania takiego gwarantowanego „bestselleru”. A co dostaniemy? Część pierwsza to 536 stron absolutnego braku jakiejkolwiek merytoryki i poprawności stylistycznej. O merytoryce nie śmiem nawet wspominać, AI w to nie umie. Chociaż, umówmy się, nikt Pani carycy Katarzyny za rękę nie złapał, jednakże stylistyka sugeruje mocną współpracę z pracownikami bez ciała.

Treść „His Obsession” daje nam sztukę dla sztuki. Niby ma to być swego rodzaju erotyk, a jest zwyczajnie obrzydliwy, gloryfikacja gwałtu i przemocy fizycznej w sposób niby silny, a jednak z drugiej strony zwyczajnie śmieszny. Oczywiście nie umniejszam tu samemu czynowi, ale autorce, która na przykład bardzo wierzy w to, że można bujać się na krześle przytwierdzonym do podłogi. Takich kwiatków jest tutaj co niemiara. Brak logiki, zasad, merytoryki, konkretów oraz ciągów przyczynowo skutkowych – to jest clou tego mózgotrzepa. Zastanawia mnie, dlaczego autorka na siłę twierdziła, że książka jest dla ludzi mądrych? Zastanawia mnie jeszcze jedno, jakim cudem Kate będąc Polką, ma na imię Kate, a nie swojsko i po prostu Kaśka, Katarzyna, Kasieńka? Może autorka, która jest, o ironio, nauczycielką języka angielskiego, zbyt mocno się utożsamiła ze swoją bohaterką? Nie mogę jednak odmówić carycy Katarzynie jednego: momentu kiedy Chris mówi Kate, że nie może się doczekać jak zobaczy coś niesamowitego w Szkocji, a mianowicie owce… Tak, to jest ten poziom intelektualnych wyżyn dla ludzi inteligentnych.

„His Addiction” – druga część i ciąg dalszy dramy

No dobrze, sprawa przyschła, dramaty na TikToku znikły, myślałam nawet, że autorka po zamieszaniu związanym z pierwszą częścią, opinii najgorszego tytułu wśród booktoka i zdecydowanie kiepskiej sprzedaży, patrząc na przeceny na Empiku, odpuści sobie sequel. Będziecie zaskoczeni!

Niedawno mieliśmy nieprzyjemność dowiedzieć się o premierze drugiej części o Kate i obsesji pewnego Amerykanina na jej punkcie – „His Addiction”. Bohaterka zostaje wywieziona do Stanów Zjednoczonych i tam to dopiero się dzieje! Jeszcze więcej stron to zresztą ma, bo aż 570. Oczywiście również wydane w wydawnictwie autorki, nadal nikt poważny się tym nie zainteresował. Tu nie działa już nic, ani Pentagon, ani prawo, ani sprawiedliwość, ani psychologia, logika, zdrowie. Nie klei się tutaj absolutnie ani jedna rzecz, sztuczna inteligencja powinna być z siebie dumna. A nie, sorry, nadal nie złapaliśmy carycy na wspomaganiu się tymże środkiem, ale coraz mocniej to tak wygląda. W książce mamy jeszcze mocniejsze gloryfikowanie przemocy seksualnej, fat shaming oraz szantaż dzieckiem. W pewnym momencie miałam wrażenie, że jestem gdzieś pomiędzy halucynacjami autorki a delulu filmów z Bollywood.

Jeśli chodzi o pierwszą część, nie widziałam jeszcze mocnych inspiracji innymi tytułami z kategorii Dark Romance, ale w drugiej wiele elementów pachniało mi mocną fascynacją trylogią Blanki Lipińskiej… Tylko, że Massimo jakiś taki dużo bardziej pierdołowaty jest u carycy. Szczerze? Jak na gangusa, to generalnie straszny z niego lamus i poszkodowany przez mamusię, tatusia i dzieci, które mu dokuczały w szkole. 

„His Addiction” – fabuła, logika i problemy z treścią

Wracając do meritum, druga książka to takie odgrzewane kluchy z pierwszej części i podlane sterydami. Autorka na siłę leci wszystkie plot twisty jakie mogą się pojawić, a potem przez kilka stron opowiada o tym, jak robi wieczorną pielęgnację. Sprawa jest absolutnie trudna do merytorycznego opisania, jednak podjęłam się tego, z jednej prostej przyczyny: teoretycznie powinniśmy się w dzisiejszych czasach cieszyć z tego, że ludzie w ogóle czytają książki, ale czy na pewno… Książka powinna poszerzać naszą wyobraźnię, wiedzę, kreatywność. Co, jeśli tak się nie dzieje?

„His Obsession” i „His Addiction” – błędy i redakcja

Oba „dzieła” autorki są niestety zaprzeczeniem podstawowych idei książki. Pierwsza część, jak powszechnie wiadomo, miała faktyczną korektę redaktorską po napisaniu. Oczywiście, nadal występują błędy stylistyczne, składniowe i myślowe, ale wynikają one bezpośrednio ze stylu pisarskiego autorki, nie pracy korektorskiej. Druga część nie została zredagowana nijak, pomimo informacji w książce, że takie działania miały miejsce. Cóż, papier przyjmie wszystko. Czego możemy się spodziewać w kwestii technicznej po „His Addiction”? Błędów wszelakiej maści, poczynając od ortografii, którą teoretycznie poprawia prosty program Microsoft Word. No nie dźwignął, nie poprawił, może nie był używany do pisania? Tego nie wiemy. Poza ortografią, brakuje tam stylistyki, poprawnych form gramatycznych, nawet składnia zdania jest daleka od jakiejkolwiek płynności. Do tego momentami słowa archaiczne, nieużywane już w jakiejkolwiek komunikacji. 

Czy warto czytać „His Obsession” i „His Addiction”?

Czy w takim razie warto czytać wszystko? Tak, jeśli chcemy dowiedzieć się co jest złe i jak nie pisać książek. Nie, jeśli od książki, którą bierzemy do ręki, oczekujemy co najmniej rozrywki.


Napisane przez

Avatar photo

Filolożka angielska. Specjalizuję się w literaturze faktu i reportażach, fascynuje mnie historia od kamienia łupanego do renesansu. W momentach, kiedy nie czytam, specjalizuję się w architekturze gotyku i renesansu albo podróżuję.

Napisz do autorki: kingakornelia@literalab.pl

Więcej od autora

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *