Smoki, zakazane pocałunki i zemsta. „The Zodiac Academy” wreszcie odpala

Nie zamarzłam – jeszcze. Chociaż dreszcze cringe’u przeszyły mnie na wskroś podczas czytania poprzedniej części „The Zodiac Academy”. Ale to już wiecie. Co więc z drugą?

O tyle, o ile pierwsza część przysporzyła mi dużo nudy, ponieważ właściwie stanowiła jedynie wstęp do wstępu do historii, o tyle druga część… Druga część dała mi nadzieję, że dwie główne bohaterki nie pozostaną jedynie ciekawym konceptem i niewykorzystanym potencjałem. Być może okaże się, że zarówno zadziorna Tory, jak i mało wyrazista Darcy mają w sobie ogień.

Ale po kolei.

Zacznijmy więc od końca. Od końca poprzedniej części.

Od ofiar losu do dziewczyn, które mówią dość

„Ruthless Fae” rozpoczyna się tam, gdzie osiągnęliśmy pierwszy punkt krytyczny naszych głównych bohaterek. Seth upokarza Darcy i obcina jej włosy, a Tory niemal tonie przez intrygi dziedziców. Jedyny ogarnięty sojusznik, zdający się mieć dużą wiedzę na temat historii dziewczyn oraz sytuacji w Solarii, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach.

Jednym słowem – masakra.

Nic dziwnego, że siostry mają dość Akademii Zodiaku. Całe życie miały ciężkie, ale ich obecną sytuację można podsumować powiedzeniem „że mają przejebane jak Pinokio w krainie termitów”. 

Dziewczyny są zrezygnowane. O ile w poprzedniej części dały jasno do zrozumienia, że nie interesuje ich objęcie tronu, o tyle teraz jedyne, o czym marzą, to powrót do świata śmiertelników, ale możliwie z lepszym zapleczem finansowym.

Powstaje więc plan ucieczki, do którego potrzebują Dariusa i Oriona. Darius jako pełnoprawny smok Fae, otacza się złotem i klejnotami, aby regenerować swoją moc magiczną. Tory postanawia więc wykorzystać skarbiec chłopaka i przy okazji utrzeć mu nosa. Kradnie jego kosztowności i podpala mu pokój. Smok, któremu chata poszła z dymem, nic dodac, nic ująć.

Magiczne wszy i karmelowy popcorn. Czas na rewanż

Natomiast Darcy postanawia urzeczywistnić ucieczkę z Solarii poprzez kradzież gwiezdnego pyłu z gabinetu profesora Oriona. O tyle, o ile uliczna spryciara Tory poradziła sobie ze swoją częścią planu, to niestety niezdarna Darcy zostaje przyłapana.

Ta porażka jest dla nich ważnym momentem, ponieważ dziewczyny w końcu pokazują minimum charakteru i postanawiają walczyć. Walczyć o to, co im się należy, czyli spadek po rodzicach a co za tym idzie – ich miejsce w Akademii.

Bliźniaczki przechodzą do ofensywy rzucając chłopakom przysłowiowe UNO.

Intryga się rozwija – dziewczyny układają plan upokorzeń szytych na miarę ich oprawców.

Niektórzy stają się ofiarami plotek dotyczących rzekomych, obciachowych fantazji erotycznych, są magiczne wszy i obrzucanie łajnem – dosłownie.

Krąg fanów dziedziców mocno się zawęża, kiedy nawet największym fanom naszych antagonistów się obrywa, a wafel numer jeden spada z rowerka i wylatuje z kręgu adoracji chłopaków. Kulminacją całego planu staje się pośredni sabotaż ważnego dla dziedziców meczu pitballa.

Dajcie popcorn. Karmelowy, rzecz jasna. Cudze upokorzenie najlepiej ogląda się z czymś słodkim w ręku – można mnie cytować.

Rywalizacja stopniowo się zaostrza, bo było „UNO”, no a teraz czas na „po UNIE”. 

Akademia staje się areną bezwzględnej walki o dominację między, bądź co bądź, potężnymi istotami magicznymi, z których żadna nie zamierza ustąpić choćby o krok. Znamy już pobudki obu stron, a co ważniejsze, w końcu dostrzegamy, jak silne są ich motywacje. Szczególnie u bliźniaczek, które najwyraźniej przypomniały sobie, że poza byciem ofiarami losu mają jeszcze coś do powiedzenia.

Smok, jego wróg i kilka bardzo niebezpiecznych iskier

Jesteśmy tu jednak, przypominam, po to, by posmakować dreszczy i pożądania. Są to w końcu książki o charakterze posuwistym, więc przejdźmy do rzeczy pikantnych.

Pytanie, czy się doczekałam?

Otóż tak.

Między Tory i Dariusem wyraźnie zaczyna pojawiać się napięcie. I to takie, którego źródłem nie jest już wyłącznie wzajemna niechęć.

Darius pomaga Tory rozwijać magię ognia, a dziewczyna stopniowo odkrywa, że za jego brutalnym zachowaniem kryje się skomplikowana sytuacja rodzinna. Tę dwójkę zaczyna coraz więcej łączyć. Jest szansa, że za ładną buzią smoka stanie jakiś rozwój charakteru? Zobaczymy.

Ojciec Dariusa, Lionel, aka Pan dupek, okazuje się przemocowcem i rodzinnym tyranem. A przy okazji dowiadujemy się, że Darius ma całkiem spoko brata.

Żeby nie było tak prosto i słodko-pierdząco, Tory rozpoczyna relację typu friends with benefits z…Calebem, co powoduje napięcia na wielu frontach. Trójkąty to, jak wiadomo, najlepsze figury miłosne w tworach typu romantasy.

Profesorze Orion, to się nie może dobrze skończyć

A co z Darcy?

Otóż nasza mniej śmiała bliźniaczka od pewnego momentu nie może już udawać, że profesor Orion jest jej obojętny. Zwłaszcza, że ona jemu też nie.

Podczas spotkania w posiadłości Acruxów całują się. Wiedzą, że przekraczają granicę, której przekraczać nie powinni. Ciary. W końcu zakazany owoc smakuje najbardziej. Relację między profesorem i jego uczennicą komplikuje nadto fakt ogromnej lojalności Oriona wobec Acruxów- rodziny Dariusa – co, jak się okazuje, nie jest wyłącznie kwestią przyjaźni.

To jednak coś więcej niż magiczne dramy i miłosne trójkąty

W tej części dowiadujemy się też więcej na temat politycznych i magicznych wątków świata. Poznajemy działanie magicznych więzi strażników. Dowiadujemy się więcej o nimfach.

Śledztwo dotyczące śmierci profesora Astruma prowadzi do kolejnych tajemnic, w tym zniknięcia Clary, siostry Oriona.

Coraz wyraźniej widać, że konflikt o tron Solarii jest zaledwie częścią znacznie większej intrygi, a seria ma na siebie plan. I jest on znacznie większym obrazkiem, niż mogłoby się to wydawać po pierwszej części.

Niedosyt? Jest. Ale poproszę trzeci tom

Pod koniec zaczynam mieć wrażenie, że bliźniaczki mogą przydać się Solarii bardziej, niż Solaria im. No właśnie, pod koniec. Bo tym razem, całość połknęłam na raz. Zaczęłam podejrzewać, że niczym w książkach typu „slow burn” tutaj należy poczekać, poczekać na rozwój samej historii, protagonistów, antagonistów, akcji posuwisto-zwrotnych i świata przedstawionego. Ja z jakiegoś powodu tę cierpliwość w sobie znalazłam i łapię za część trzecią. No nie będę czarować, mam niedosyt, ale jestem zaintrygowana. Jeśli macie te same skłonności do wytrwałego oczekiwania na to co MOŻE być dobre, czyli swoistą naiwność – może zobaczymy się niebawem. Tym czasem, borym lasem i trzymajcie się ciepło.


Napisane przez

Więcej od autora

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *