„Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali” Anety Godyni to książka, która rozprawia się z romantycznym obrazem dawnej polskiej wsi. Zamiast sielskich krajobrazów, beztroskich zabaw i anielskiej atmosfery autorka pokazuje codzienność dzieci, dla których dzieciństwo oznaczało przede wszystkim ciężką pracę, ograniczony dostęp do edukacji i niewielkie możliwości zmiany własnego losu.
„Wiejskie dzieci” Anety Godyni – Halloween na polskiej wsi?
Bardzo dobrze, kiedy za pisanie literatury faktu i reportaży biorą się ludzie nauki i tak jest tutaj, „Wiejskie dzieci” Anety Godynii zostały napisane bardzo obiektywnie i na podstawie bardzo szerokich badań. Historia nie będzie romantyczna, sielska i anielska, a będzie szczera, w pełni oddająca realia tamtych czasów.
Jedną z zabaw dzieci wiejskich było drążenie dyń, robienie z nich twarzy potworów, wkładanie tam świecy i bieganie z tym po wsi, żeby straszyć innych. Takie zabawy dzieci miały jesienią, kiedy prace w polu już się skończyły, jedzenia jeszcze nie brakowało, a w końcu było trochę czasu na co innego niż ciężka praca. Kościół katolicki ma najprawdopodobniej w tym momencie zbiorowy zawał.
Dzieciństwo na wsi – ciężka praca, przemoc i brak opieki
Jednak to nie zabawa wypełniała życie wiejskich dzieci na przełomie XIX. i XX. wieku, a praca, często taki rodzaj pracy, który daleko wykraczał poza ich możliwości fizyczne nawet wtedy. I ta praca była najważniejsza od najmłodszych lat.
Kilkuletnie dzieci pilnowały młodszego rodzeństwa, karmiły kury, starsze wypasały bydło, nosiły ciężkie wiadra z wodą itd. Często te dzieci wstawały bladym świtem i spędzały całe dnie w polu, niepilnowane i niewychowywane przez nikogo. Wtedy też dochodziło do przeróżnych zdarzeń, a bójki to była codzienność.

Dlatego też dziewczynki bardzo szybko przestawały być pastuszkami, ponieważ gwałty i molestowanie w polu, gdzie nikt nic nie zobaczy były standardem.
Edukacja dzieci wiejskich – do szkoły się chadzało, czasami…
A co z nauką? Szkoły wiejskie były. Jednak dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym zostały zorganizowane w sposób taki, który zmniejszył analfabetyzm pośród chłopstwa, bo wcześniej, szlachta wręcz negowała edukowanie chłopstwa, jako argument podając, że zniszczy to panujący porządek. Zresztą sami chłopi byli niezbyt chętni posyłać dzieci do szkoły, kiedy te były im bardziej potrzebne w obejściu. I tak oto koło się zamykało, dzieci bez szans na naukę pisania i czytania, nie mogły ulepszać gospodarstwa, na szkoły rolnicze nie miały szans, nie miały też szans na normalne szkoły w mieście. Gorzej, często sami rodzice przeszkadzali im w ukończeniu czterech klas szkoły lokalnej. Szlachta tu w sumie nie musiała nawet dużo sabotować.
„Wiejskie dzieci” – historia naszych przodków bez sielankowych obrazków
W tej książce znajdziecie kompleksowy opis życia dziecka i jego rodziny. Dowiecie się jakie zależności panowały w rodzinie i społeczności wiejskiej i jak bardzo różniły się realia od kolorowych obrazków malowanych przez nurt chłopomanii Młodej Polski (znacie „Wesele” Wyspiańskiego?).