Obejrzałam „Lalkę” na Netfliksie w jedną noc i co ja teraz mam zrobić ze swoim życiem? Cz. 1

Z „Lalką” Bolesława Prusa jest trochę jak z jedzeniem w McDonald’s – niby nikt nie czytał, nie wie o co chodzi, a jednak serial Netflixa i film, który w kinach już 30 września rozgrzewa do czerwoności. Sprawdziłam o co tyle szumu w tym pierwszym przypadku i nadal nie mogę pozbierać zębów z podłogi.

„Lalka” na Netfliksie – jak zaczął się mój serialowy maraton?

16 września, rano, śniadanie, kawa, herbata, przyjemny poranek. Ciepły. Przynajmniej w Warszawie. Prognozowane 24 stopnie Celsjusza. Plan na wieczór? Sprawdzić czy Netflix wypuścił „Lalkę” przed nocą, jak to zwykle bywa. I nagle bum, niespodzianka, serial dostępny już o 9 rano. Co zrobić? Jak żyć? Przecież w dorosłości nie ma tak, że zawsze można rzucić wszystko, pójść po chipsy, zrobić popcorn, schłodzić napoje i oddać się rozpuście maratonu sześciu godzinnych odcinków najbardziej wyczekiwanego w Polsce serialu.

Można jednak kombinować i ja oto wykombinowałam. Pierwszy odcinek przed pracą, drugi w trakcie przerwy na lunch, a reszta, daj Boże, do późnej nocy bez odcięcia (czytaj: zaśnięcia).

Czy żałuję? NIE!

Zresztą, szybko okazało się, że o zaśnięciu w trakcie oglądania nie ma mowy. Każdy odcinek został „napakowany” emocjami i akcją do granic ludzkiej możliwości. 

Serial „Lalka” a książka Bolesława Prusa – co się zmieniło?

No dobrze, po kolei. Jak serial ma się do książki? No się ma, a raczej miewa. Zasadniczo nawet bohaterowie to się z grubsza zgadzają, tak samo jak główne wątki i miejsca. Warto zwrócić uwagę na zwrot „z grubsza”. Serialowa „Lalka” to najwyższy kunszt gry aktorskiej i to jest absolutny fakt. To też najwyższy kunszt Netflixa i jego wzięcia czegoś i zrobienia po swojemu w sposób absolutnie kultowy. Ja wiem, że teraz połowa czytających powie mi, że zasadniczo nie wiem nic, nie znam się, a Netflix powinno się jak te czarownice na stosie.

Okładka książki "Lalka" Bolesław Prus, wyd. Marginesy
Książka „Lalka” Bolesław Prus, wyd. Marginesy

No nie, dlatego, że nie każda interpretacja musi i powinna być gloryfikacją naszych wielkich pisarzy, poetów i w ogóle piewców polskości pod zaborami. Zejdźmy na ziemię i wyjmijmy kija z… No właśnie. A jak już wyhamujemy nasz ulubiony sport sezonowy, czyli patriotyzm, zobaczymy, że serial w takiej postaci, jaką widzimy, ma olbrzymie szanse zostać hitem na całym świecie. Chyba to lepsze niż poprzedni niechlubny rekord należący to „365 dni”? 

„Lalka” Netflix – obsada i kobieca strona serialu

Obejrzałam sześć odcinków w jednej dobie i zgodnie z tym, jak scenariusz wskazuje, skupiłam się na kobiecej stronie serialu i grze aktorskiej. Izabela Łęcka grana przez Sandrę Drzymalską, wbrew pozorom i różnicom wobec oryginału, to właśnie taką Izabelę sobie wyobrażałam, czytając książkę. Genialnie zepsuta, do szpiku kości zakochana w sobie, nosząca nos zadarty aż pod sufit, ponieważ jest szlachcianką. Taki stereotyp przerysowany do skraju dobrego smaku.

Wybitne.

Z kolei Jacek Braciak jako ojciec Izabeli jest dla mnie właśnie takim śliskim szlachcicem, który nie miał nigdy szacunku do pracy i kombinuje, zresztą nieporadnie i zasadniczo jest głupcem w porównaniu ze swoją córką. Wracając do kobiet, Magdalena Cielecka jako Kazimiera Wąsowska, emancypantka pod przykryciem, kobieta, która zbyt dobrze zna ten świat i zasady w nim panujące, co pozwala jej żyć, jak chce. Cóż dodać, Cielecka to wybitna postać. Dołączmy jeszcze Marię Kanię, Monikę Frajczyk oraz Agnieszkę Grochowską, kolejne trzy postaci, które pokazują jak trudno było kobietom u schyłku XIX wieku, z czym się mierzyły i pomimo najwyższych starań, męski świat odmawiał im możliwości samostanowienia o sobie, jednocześnie upokarzając je za myślenie i chęci do działania.

Dlaczego serial „Lalka” różni się od książki?

Dlaczego serial jest zdecydowanie inny niż książka? Po pierwsze język, absolutnie współczesny, przepełniony sarkazmem i drwiną z zasad panujących wśród arystokracji do skraju, do tego częste wulgaryzmy i nie owijanie w bawełnę. Sceny. No ja wiem jedno, nie jest to serial dla dzieci i warto tego pilnować. Sceny często niezwykle drastyczne, idealnie wplecione w narrację i w mojej opinii, absolutnie niezbędne dla wartkiej akcji, jednak nieprzyjemne i często traumatyczne dla dzieci.

Ponadto tym serialem można się mocno przebodźcować. Jak już wspominałam, każdy godzinny odcinek nasączony jest akcją od pierwszej do ostatniej sekundy. To nie jest coś, co da nam odetchnąć po męczącym dniu, a będzie trzymało nas z napiętymi nerwami przez absolutnie cały czas. Bohaterowie są nieprzewidywalni, pomimo charakterystycznych rysów nadanych im wyjściowo przez Bolesława Prusa, w serialu ich osobowości są daleko rozwinięte. Dla mnie najwyższy poziom kunsztu aktorskiego.

Jak żyć po obejrzeniu sześciu odcinków „Lalki”?

Wracając jednak do tytułu felietonu. Jak żyć po tym, jak już skończymy ostatni odcinek? Na pewno się nie pokłócić z rodziną przy niedzielnym obiedzie, nie tworzyć grup za i przeciw na firmowym czacie, nie walczyć ze sobą w komentarzach na mediach społecznościowych. Serial miał wywołać burzę i wywołał, ale bez awantur, drodzy czytelnicy, wszakże nie warto kłócić się o ironię i sarkazm. Jeśli jej nie rozumiemy, warto zamiast stawać okoniem, poduczyć się sztuki czarnego humoru, aby następnym razem móc zdecydowanie swobodniej podejść do serialu. 

Myślę, że należy jeszcze nie nastawiać się ani pozytywnie, ani negatywnie do filmu „Lalka”, który ma pojawić się w kinach już 30 września. Myślę, że warto oczyścić kubki smakowe przed seansem. Nie warto też brać się za porównania obu produkcji, ponieważ serial to interpretacja, film ma być adaptacją. A jak wiemy, to nie to samo. 

Zanim obejrzysz film „Lalka”, przeczytaj książkę

Ostatnia rada, obiecuję. W czasie pomiędzy obiema ekranizacjami warto zrobić jedną rzecz. Spośród wszystkich nowych wydań „Lalki” Bolesława Prusa wybrać tą, która nam się podoba najbardziej i przeczytać. Zakładając, że większość czytelników LiteraLab to osoby od dawna pełnoletnie, ponowna lektura po latach od ukończenia szkoły średniej, będzie pełna nowych i nieznanych nam dotąd wrażeń. 

Bo może właśnie teraz jest najlepszy moment, żeby wrócić do „Lalki” – już nie jako lektury szkolnej, ale jako książki, którą możemy przeczytać na własnych zasadach.


Napisane przez

Avatar photo

Filolożka angielska. Specjalizuję się w literaturze faktu i reportażach, fascynuje mnie historia od kamienia łupanego do renesansu. W momentach, kiedy nie czytam, specjalizuję się w architekturze gotyku i renesansu albo podróżuję.

Napisz do autorki: kingakornelia@literalab.pl

Więcej od autora

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *