Od jej debiutu sprzedażowego minęło 67 lat, a ona nadal jest obiektem pożądań milionów klientek na całym świecie. Pochodzenie i pomysł na stworzenie Barbie jest bardzo niejasny, a sam jej przykład przestrogą dla wszystkich: dzieci, rodziców i przedsiębiorców.
Barbie w popkulturze – kult ciała i symbol kapitalizmu w USA
O Barbie napisano, powiedziano i stwierdzono wiele. Od jej debiutu w sprzedaży w 1959 roku minęło już 67 lat, jednak ta lalka jako rzecz i obiekt westchnień wielu kolekcjonerów nadal bije na głowę wiele nowoczesnych zabawek. Od zawsze jednak poza zachwytem zbiera również ciosy od krytyków wszelkich ugrupowań i obozów. Nie podobała się feministkom, nie podobała się tradycjonalistom, sama twórczyni Ruth miała co do niej bardzo wiele niejasności. Co więcej, pochodzenie i pomysł stworzenia Barbie jest dzisiejszej popkulturze bardzo niejasny, a powodem tego jest właśnie Ruth Handler właścicielka firmy Mattel.
Na podstawie genialnej książki Tarpley Hitt „Barbieland. Historia nieautoryzowana” wydanej przez wydawnictwo Marginesy, przybliżymy wam postać kultowej lalki i mamy nadzieję, również zachęcimy do przeczytania książki.
Historia Barbie – skąd naprawdę pochodzi kultowa lalka?
Pomimo wielu legend, opowieści i historii z ust samej Handler, Barbie nie powstała jako wniosek wyciągnięty z przyglądania się zabawom córki Barbary i jej upodobaniu do ubierania i przebierania papierowych lalek. Barbie w żaden sposób nie pojawiła się jako oryginalny pomysł i wynalazek w firmie Mattel. Barbie ma inny rodowód, bardziej germański, ponieważ jej protoplastką była Lilli, lalka, która pierwotnie była pin-up girl z komiksu w codziennej gazecie z Bawarii. Gazeta należała do niemieckiego potentata medialnego Alexa Springera i nazywała się „Bild Zeitung”. Tam Lilli codziennie przez lata wygłaszała jakąś „mądrość”, a że pokochali ją mężczyźni, główni odbiorcy periodyku, Alex postanowił wykorzystać okazję na zarobek i stworzył kobietę z plastiku Lilli. Lilli tak jak Barbie miała ponętne kształty, można ją było przebierać i kupować do niej akcesoria.

Jak to bywa z niezastrzeżonymi dobrze patentami, pomysł został ukradziony, a Lilli po „przeprowadzce” do Stanów stała się Barbie. Dlaczego tak mało wiemy o tej historii? To proste, razem z niszczeniem i wykupywaniem konkurencji, prawnicy Mattel i sama Ruth, wykupywali, zbierali i niszczyli artykuły oraz dokumenty firmy produkującej Lilli, tym samym zacierając wszelkie ślady, które mogłyby prowadzić gdzie indziej niż chcieliby tego właściciele Mattel. Jeśli sądzicie, że to okrutne i nieuczciwie, nie powiem wam dokładnie jak wyglądał ten proces, jacy ludzie byli w to zaangażowani i jak cała historia przebiegła. Powiem tylko tyle: rodeo na bardzo dzikim byku, to przy tym wszystkim betka.
Barbie a feminizm i konserwatyzm – dlaczego wzbudzała kontrowersje?
Na to pytanie odpowiedź jest mocno niejednoznaczna i nie będę jej wam tutaj za mocno rozjaśniać. W latach 60-tych w Ameryce był jednak taki przedziwny czas, kiedy odchodzono od wszelakich ograniczeń. Panie domu z lat 50-tych w fartuszkach, miały dość zajmowania się tylko praniem, sprzątaniem i gotowaniem. Z kolei rodziny konserwatywne miały dosyć pań, które miały dość owego prania, sprzątania i gotowania.
Mattel wpadł w międzyczasie na jakże fantastyczny pomysł, żeby stworzyć lalki zarówno sekretarki, lekarki i kosmonautki, jak i lalki mamy czy panie domu. Jedna frakcja potępiała w czambuł Barbie za bycie propagatorką życia domowego, druga frakcja za emancypację i ambicje zawodowe. A Ruth? Ruth siedziała cichutko jak mysz pod miotłą i piastowała urząd doradczy przy rządzie amerykańskim. Nie będę wam za bardzo spoilerować, ale to ona przyczyniła się do zaniechania wprowadzenia urlopu macierzyńskiego i tacierzyńskiego w Stanach Zjednoczonych, bo niby kobieta, ale przedsiębiorca, którą interesowały tylko pieniądze i uzasadniła swoją poradę odrzucenia wolnego dla młodych rodziców tym, że będzie to kosztować kraj zbyt wiele.
Taka oto była Ruth. Zresztą, na stanowiska managerskie zatrudniała wyłącznie jeden typ człowieka: biały mężczyzna około 40-tki, co zresztą ostatecznie wyszło jej mocno bokiem, ale o tym nie opowiem już ani trochę, żebyście mieli czego szukać w książce.
Barbie, Mattel i bezkompromisowy biznes
Dalej, koniec lat 60-tych, to czas, kiedy walczono również o równość rasową. Tutaj też oczywiście firma Mattel z Handlerami na czele musiała się „popisać”. Mam wrażenie, że te wszystkie zagrania i wrogie przejęcia jakimi parali się państwo Mattel przez niemalże cały okres stania na czele marki były jak narastająca karma, a wręcz szambo, które musiało w końcu wybić. W końcu lat 70-tych i w latach 80-tych rząd federalny dobrał się do kreatywnych zachowań zarządu. Pomimo wszelkiego rodzaju zacierania śladów, zleconych również bezpośrednio przez Ruth, dokopano się do takich kwiatków, że o mały włos, a największa, wtedy, firma produkująca zabawki, zbankrutowałaby. O mały włos, bo docelowo, jak wiemy, Barbie nadal jest w sprzedaży, ale nie w sposób jaki wydawałby się nam oczywisty. Tego też nie będę spoilerować, wolę żebyście sami przeczytali.


Zasadniczo, po lekturze książki „Barbieland. Historia nieautoryzowana” Tarpley Hitt, ja osobiście utwierdziłam się w przekonaniu, że pewne stereotypy nie biorą się z powietrza. Ukierunkowanie na zarabianie, bezrefleksyjne niszczenie każdej możliwej konkurencji wokół, niebywały brak empatii, skłonność do okrucieństwa i mocnego zapatrzenia w siebie, żadnego żalu lub zastanowienia nad tym, że kłamstwo miewa krótkie nogi. Skuteczne zmienianie przeszłości i historii, co powoduje zresztą rozłam pomiędzy kolekcjonerami lalki Barbie a firmą Mattel.
Szczerze powiedziawszy, biorąc książkę Tarpley Hittdo ręki, sądziłam, że czeka mnie plastikowa lektura o plastikowej lalce, która przez dekady cieszyła małe dziewczynki, a znalazłam bardzo szczery i krytyczny tekst o biznesie i bezkompromisowości.