W pierwszym tygodniu września, zresztą jak co roku ostatnimi laty, w centrum Warszawy odbyły się Jesienne Targi Książki. Wydarzenie rozpoczęło się już w piątek 4 września i w 2026 roku miało okazję odbyć się na Placu Centralnym ponad 12 miesięcy od oddania go do użytku po gruntowym remoncie. Więcej zieleni, która teraz powinna sycić oko swoim rozkwitem, brak koparek i rozkopanych ulic, a co za tym idzie więcej przestrzeni dla wystawców – tak widziałem to okiem swojej wyobraźni, decydując się na podróż do stolicy. Jak wyszło w praniu? Sęk w tym, że właśnie kiepsko…
Jesienne Targi Książki 2026 w Warszawie, czyli trochę sztuka dla sztuki
Na Dworcu Centralnym w Warszawie zameldowałem się chwilę po godz. 11. i z kubkiem kawy natychmiast skierowałem się na pobliską Patelnię. Jesienne Targi Książki odbywały się naturalnie na Placu Centralnym, ale wiedziony reporterską ciekawością udałem się właśnie tam, w celu rozpytania, czy stolica w zmienne pogodowo przedpołudnie w ogóle żyje tym książkowym wydarzeniem?
Miejscowy grajek w centralnym miejscu placu przywitał mnie balladą o życiu, w którym piękne są tylko chwile, a moje pytania zadawane przypadkowym przechodniom potwierdziły inną życiową prawdę: że oprócz chwil pięknych zdarzają się również te słabe. Cztery osoby na 10 były w stanie potwierdzić, że taka impreza w sercu Warszawy się odbywa, udałem się w związku z tym w kierunku tych „dużych białych namiotów”.

Do dziś nie wiem, czy chodziło im o stoiska książkowe, czy namioty strefy gastronomicznej, która tuż obok Jesiennych Targów Książki tworzyła inny festiwal: Gastro Miasto Warszawa. Dwie konkurencyjne imprezy w dodatku o tak odmiennych profilach to zazwyczaj nie jest dobry pomysł, co potwierdziły kolejne godziny. To właśnie do jedzenia były tłumy, a przy książkowych stoiskach raczej pustki. Bo kto z pełnym brzuchem ma ochotę łazić w poszukiwaniu książek? Ja na pewno nie.
Małą liczbę wystawców ratowały Grupa Wydawnictwa Kobiecego i scena plenerowa
Wracając jednak do mojego wejścia do strefy targów, pierwsze co mnie zaskoczyło, to liczba wystawców. Cienki przewodnik targów wraz z programem, mapką wydarzenia i spisem wydawnictw informował od razu o kameralności całego wydarzenia. Na palcach jednej ręki mogłem zliczyć obecność tych największych i najbardziej popularnych wydawców, rozmieszczonych w zaledwie czterech namiotach.
Dobrze, może wydawnictw było mało, ale chociaż stoiska ciekawe i rzucały na kolana asortymentem? I tu kolejny zawód, bo nawet ci najwięksi, jak Grupa Wydawnicza Foksal czy ZNAK, mieli do dyspozycji tylko niektóre książki ze swojego katalogu. W przypadku tych ostatnich mały plus, że chociaż mieli w sprzedaży jedną ze swoich wrześniowych nowości, czyli wyczekiwaną przez czytelników powieść „Czuwanie” George’a Saundersa. Pozostali? Mizeria.

Brak obecności pozostałych dużych wydawnictw i skromną ofertę tych, którzy na Jesienne Targi Książki na Plac Centralny jednak się zjawili, najpewniej tłumaczy koszt wynajmu stoiska, w tym przypadku przesadnie wysoki, jak na skalę całego wydarzenia. A mała liczba potencjalnych klientów, to oczywiście niska sprzedaż. I kółko się zamyka.
Sprawdź również: Targi książki w Polsce w 2026 roku. Kalendarz wydarzeń literackich
Na brak czytelników i klientów zdecydowanie nie mogła narzekać Grupa Wydawnictwa Kobiece. Skupiona pod jednym dużym namiotem jako jedyna z całych targów liczbą zainteresowanych mogła konkurować z Gastro Miasto. Tylko tam spotkałem tłumy chętnych po książki i podpis autorów. A i jeszcze kolejka po autograf do Wojciecha Chmielarza i sporo widzów niektórych spotkań autorskich pod sceną plenerową.
Jak na wydarzenie organizowane w sercu Warszawy, takim hasłem, strasznie mało tych plusów. Bo do stolicy na Jesienne Targi Książki przyjeżdżać zdecydowanie się nie opłacało. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że to samo pomyśleli sobie mieszkańcy ulic sąsiadujących z Placem Centralnym w Warszawie.
[…] Może Cię również zainteresować: Jesienne Targi Książki w Warszawie się odbyły, tylko po co? […]